niedziela, 20 sierpnia 2006

Jorge Drexler

Data napisania: 2006-08-20 02:32:41

Podoba mi się twórczość Jorge Drexlera, który jest muzykiem z Urugwayu. Żeby być bliżej prawdy uważam go za mojego ulubionego twórcę i wykonawcę hiszpańskojęzycznego. Był to chyba autor pierwszej piosenki po hiszpańsku, która wygrała Oscara (Al otro lado del río). Wybuchł nawet pewnego rodzaju skandal, bowiem nie pozwolono mu zaśpiewać swojej piosenki a miał ją wykonać Antonio Banderas z Carlosem Santaną. Podoba mi się szczególnie album "Eco 2" i szczerze go polecam każdemu, kto szuka melodyjnej, subtelnej i ciekawej muzyki, którą trudno zaszufladkować. Nie jest to rock ani pop, bardziej poezja śpiewana z bardzo miłym tłem dźwiękowym, chociaż brzmienie instrumentów bliższe jest właśnie poprockowi. Jorge Drexler nie jest jednak muzykiem zawodowym, tylko... lekarzem. Skąd my to znamy? Przypomina mi się Kuba Sienkiewicz i Elektryczne Gitary. Dobra, jeśli szukasz czegoś innego, co pozwoli ci trochę porozważać, możesz skierować się w stronę muzyki Jorge Drexlera.

Wąwóz Guiniguada

Data napisania: 2006-08-20 01:47:21

W zeszłą sobotę i wczoraj zrobiliśmy sobie z moją rodzinką dwie wycieczki przez Wąwóz Guiniguada (Barranco Guiniguada). W zeszłą sobotę doszliśmy na wysokość ulicy Lugarejo w dzielnicy Lomo Apolinario i wspinając się pod górkę wyszliśmy z wąwozu. Wczoraj zaczęliśmy w tym samym miejscu i szliśmy wąwozem dochodząc do wiaduktu Guiniguada, który robi spore wrażenie. Na betonowych filarach o wysokości 70-100 metrów spoczywają dwie jezdnie obwodnicy Las Palmas. Po kilku minutach podziwiania wytworu inżynierii pomieszanej z widokami wąwozu, wspięliśmy się wychodząc z wąwozu na wysokości Orinoco.

sobota, 22 lipca 2006

Moja nowa praca

Data napisania: 2006-07-22 16:21:28

W zeszłym miesiącu oznajmiono mi, że nie jestem rentowny i pożegnano się ze mną. Firma w której pracowałem była z Madrytu i okazuje się, że nie miała zbyt wielu zleceń na Kanarach, dlatego zostawiono mnie bez pracy. Dobra, łapię klawiaturę i wysyłam parę maili. W przeciągu trzech godzin dzwonią do mnie z pewnej kanaryjskiej firmy i zapraszają mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Wydaje się, że wszystko jest dobrze, bowiem mówią mi, że "od jutra możesz zaczynać". Moje bezrobocie trwało więc niecały dzień i skończyło się bardzo szybko. Pracuję tam już od miesiąca i wreszcie zaczynam ogarniać moje nowe obowiązki. Zajmuję się pewnym dużym projektem obsługi informatycznej pewnej firmy, która posiada dwadzieścia pięć placówek i na początku moje zadania przekraczały moje możliwości, jednak po trochu zacząłem to ogarniać. Podoba mi się to, że wróciłem do pracy z Linuksem, ponieważ ostatnie lata były właściwie bez Linuksa w moim życiu. Miałem tylko miłe wspomnienia z pracy z tym systemem operacyjnym :-)

środa, 7 czerwca 2006

E-książki na e-papierze

Data napisania: 2006-06-07 18:16:03

Lubię czytać książki i robię to używając mojego PDA. Jest to taki mały gadżet, gdzie mogę załadować tysiące powieści w formacie elektronicznym, czytając je gdzie chcę i kiedy chcę. Jest jednak pewna wada, PDA mają ekrany, które świecą prosto w oczy, zatem po godzinie czytania oczy są już trochę zmęczone. To samo dotyczy monitorów TFT do komputerów. Od jakiegoś czasu myślałem o nowym rodzaju ekranów, że dlaczego nie istnieją takie, które nie świecą a zarazem są dobrze widoczne. Wyobraźmy sobie to, biały ekran, matowy, nie świecący, który po włączeniu jest podobny bardziej do obrazu, niż do monitora. Po podłączeniu do monitora można go używać bez zmęczenia oczu. Można go używać w oświetlonym pokoju lub przy oknie. Jeśli jest za ciemno zapalasz małą lampkę umieszczoną w obudowie, która oświetla ekran z zewnątrz i już. Wydaje mi się to świetnym pomysłem i na pewno zdrowszym dla oczu niż świecące w oczy monitory. Szkoda, że nie istnieje... Czy aby na pewno? Nie, Sony rozpracowało już rozwiązanie tego problemu. Od roku 2004 Sony sprzedaje bowiem pewien gadżet, który służy do czytania książek i nazywa się Sony Reader. Jest jeszcze dość drogi, bo kosztuje około 350 dolarów, jednak myślę że niedługo zobaczymy go w naszych sklepach. Myślę że pewnego dnia również w formie monitora.

wtorek, 23 maja 2006

ADSL na Kanarach

Data napisania: 2006-05-23 10:42:17

Dziwne jest to, że hiszpańscy dostawcy Internetu nie są zainteresowani wejściem ze swoją ofertą do tak duzych miast kanaryjskich jak Las Palmas de G.C. czy Santa Cruz de Tenerife. Tyle jest reklam w telewizji i promocji: 9 Euro za miesiąc, 17 Euro za miesiąc, ale jeśli wejdziesz na ich stronę internetową i wpiszesz numer telefonu należący do Wysp Kanaryjskich zawsze wychodzi 36 Euro. Ya.com, Wanadoo czy inny, obojętne, wszyscy dają tę samą cenę. I nie zmienia się to, dają ci cenę tylko odrobinkę niższą niż Telefonica, ale nie wystarczająco niższą, żeby chcieć zmienić operatora. Myślę, że dla pierwszej firmy z niską ceną na Kanarach byłby to kufer pełen złota, ponieważ jest nas tu wielu ukaranych wysoką ceną ADSL (39 Euro)

wtorek, 2 maja 2006

Nacjonalizacja w Boliwii

Data napisania: 2006-05-02 12:25:57

NacionalizacionJestem wstrząśnięty po usłyszeniu w telewizji ostatnich wiadomości z Boliwii. Nowy prezydent Boliwii Evo Morales zajął wyposażenie przemysłowe pewnej rafinerii ropy naftowej należącej do hiszpańsko - argentyńskiej firmy "Repsol". Wraz ze swoimi uzbrojonymi wojskowymi zawiesili transparent "Nacionalizado". W ten sposób wzięli w posiadanie własność zagraniczną należącą do międzynarodowej firmy. Zastanawiam się jak to możliwe... Firma miała umowę, zainwestowała legalnie miliony dolarów i teraz się im mówi "wynocha"! Nie wydaje mi się to dobre z żadnego punktu widzenia. Więcej, wydaje mi się to bardzo złe. Jeśli im nie pasowała współpraca z firmami zagranicznymi mogli wypowiedzieć umowę z odpowiednim wyprzedzeniem a później zapłacić firmie za jej sprzęt lub dać im go zdemontować, czy pozwolić odsprzedać komu innemu. Wiem, sytuacja jest bardziej skomplikowana, ale nie można przecież narzucać warunków i załatwiać spraw na poczekaniu. Ten problem dotyczy wszystkich firm zagranicznych na terenie Boliwii. Myślę, że ten kraj może więcej stracić niż zyskać.

środa, 1 marca 2006

Teneryfa

Data napisania: 2006-03-01 16:52:01

Mi puesto de trabajoWróciłem z Teneryfy, gdzie spędziłem cały zeszły tydzień i... zmarzłem strasznie. Podczas gdy wylatując z Las Palmas na termometrze było 20 stopni, to wysiadając z samolotu piętnaście minut później zastałem temperaturę 17 stopni. Spałem w hotelu w Vilaflor, które jest jednym z najwyżej położonych miasteczek Hiszpanii i leży na wysokości prawie dwóch tysięcy metrów. Rano musiałem skrobać lód z wycieraczek samochodu, bowiem w nocy przymrażało... To było straszne, zmarzłem tak po raz pierwszy od czasu wyjazdu z Polski. Pracowałem w La Laguna, gdzie temperatura w dzień oscylowała pomiędzy 15 i 17 stopni. Przygotowywałem matrycę dysku serwera dla Projektu Medusa. Co to takiego ta Medusa? To Projekt Integracji Technologii Informatycznych i Komunikacyjnych w środowiskach szkolnych, realizowany przez Ministerstwo Edukacji, Kultury i Sportu Rządu Kanaryjskiego. Projekt polega z grubsza na tym, że każda szkoła ma posiadać swoją pracownie komputerową, przygotowaną według zunifikowanego szablonu.